Ideał.
Taka dziwna rzecz, co wyznacza
cele, wzorce, modele... Czasem utrudnia życie. Czasem sprawia, że sami je sobie
niszczymy. Bierze się z podziwu, zachwytu, uznania, słów innych ludzi. Tych,
które chcielibyśmy słyszeć.
Może powinnam używać liczby
pojedynczej? Nie prowadziłam ani nie czytałam badań na ten temat. Nie będę
silić się na naukowy ton. Ja posługuję się wiedzą zdroworozsądkową. I będę
uogólniać, bo ja wiem, że tak jest. Przynajmniej u mnie.
Więc ideał. Coś, co nadaje
kształt naszemu życiu. Jednak trzeba z tym uważać. Jeśli przejmie je całkowicie,
stracimy kontrolę i zorientujemy się dopiero wtedy, gdy część naszego życia
legnie w gruzach z powodu ideału. Ewentualnie na skraju tej przepaści. Jak Bóg
da.
A to przecież tylko obraz.
Możemy go zmieniać. Nie wywracać o sto osiemdziesiąt stopni, żeby nie zgubić
siebie, lecz dostosowywać do zastanych warunków. Dostosowywać obraz do możliwości
osób w nim występujących, nie na odwrót.
Przemalowuję swój obraz. Kreska
na nim wciąż niepewna, kontur rozmyty, światłocień niewyraźny. To dobrze. To
będzie dzieło bliższe impresjonizmowi niż sztuce klasycznej. Kształty zmieni
światło osób, które znam i są ważne... I które poznam i będą ważne.
Ideał z głupotą (nawet chwilową)
i egoizmem zabijają tych, którzy są ważni. Ja wolę ich mieć blisko i nie
krzywdzić, nawet jeśli wymaga to ode mnie lekkiej korekty obrazu. Z nimi zawsze
jest piękniejszy niż bez nich.
Ale to już tylko ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz