Wróciwszy na stare legowisko, ostrożnie obwąchałem koc, nieufnie rozejrzałem się po okolicy. Zagrożenie zdaje się minęło, odskoczyło tudzież po prostu przemknęło chyłkiem
i zniknęło gdziesik w przestrzeni.
Jakby nie patrzeć czułem się tu dobrze. Wielość zdarzeń, w których zmuszon byłem uczestniczyć kazała mi przyjrzeć się poczynaniom myśli mej zamierzchłej. Nos mówi,
że w legowisku miały miejsce rzeczy wszelakie. Przyjemnością okraszone, smutkiem do drzwi przybite, emocją niczem krwią zakropione. A nos nie kłamie. Obszarpane ucho usiłuje dźwięk jakowy wyłowić. Zda się, iż w powietrzu owem słyszy echa warknięć minionych, własnem gardłem spłodzonych. Czy cokolwiek się zmieniło? O tem przekonać się będę musiał sam. A czy legowisko znów stanie się żywem? Tego również wiedzieć mi nie sposób. Ale pociesza mą psią naturę fakt, że pomimo dawnej już śmierci właściciela, gdzieś tu nadal unosi się nuta zapachu, do złudzenia przypominająca jego radość.
Udeptałem zakurzony barłóg, obróciłem się dla pewności razy kilka. Uwaliłem się pyskiem do drzwi i ciężko westchnąłem. Niedługo znów przyjdzie mi dobyć głos.
Nie na zawołanie, w obronie racji niepewnych i myśli psiech.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz