poniedziałek, 8 stycznia 2018

Sztuka wyższa

Zbierz aktorów, śpiewaków i grajków. Ustaw ich na scenie, najlepiej tej z dobrą renomą. Umieść minimalną ilość malowniczych elementów i ciekawego sposobu przedstawienia scenerii. Odrzuć ustaloną konwencję i spraw by wszystkie postaci byłby cały czas na scenie oraz biegały po niej bez przerwy w koło. Dodaj kilka nieczytelnych scen, bo nie może być za prosto. Na koniec zatop wszystko w klimacie ohydy i powszechnego nic niewnoszącego gwałtu. Spraw by był najbardziej wyrazistym i dominującym elementem. Aby wszystko inne w nim ginęło. I zakrzyknij: Sztuka, psze państwa, sztuka!

***
Wyszłam na pięć minut przed początkiem przerwy. Rozumiem, że sztuka ma również inne funkcje niż zachwycanie pięknem. Skoro wybiera szokowanie i ohydę, miło by było, gdyby niosło to za sobą jakiś cel czy było wykorzystane w ilości wystarczająco potrzebnej a nie dominującej. Jeśli dotyczy tematów psychicznie ciężkich, to może lepiej ich unikać, niż dawać im ciche przyzwolenia i przyszywać łatkę normalności.
Ale to tylko ukazanie brutalności tamtego świata!
Jednak powstałe w kontekście współczesnym i interpretowane tu i teraz. Może na koniec pojawiło się jakieś wyjaśnienie, może nie. Nie wiem. Musiałam wyjść z sali, bo ktoś przypierdolił mojej empatii między oczy i trzeba było się ratować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga