Liść opadł.
Tkwię w zawieszeniu pomiędzy
natłokiem nauki i ogarniania życia a realizacją własnych celów. Nie pędzę. Nic
na siłę. Trochę czerwonych krzyżyków na kalendarzu pozwala zebrać energię.
Liść opadł, a melancholii brak.
Nie mówię o tej głębokiej,
przytłaczającej, będącej wstępem do depresji. Mówię o mojej łagodnej
przyjaciółce, która pozwala trochę zwolnić, zrelaksować się nad książką z
kubkiem ciepłej herbatki. Trochę nie myśleć, dużo marzyć, najwięcej odczuwać. Zwykle
spodziewam się jej przed opadnięciem liści, ale studia. A właściwie długie, męczące
wakacje z nimi związane.
Więc liść opadł a ona jeszcze
nie przyszła.
Ale czuję, że się zbliża. Pewnie
będzie szła po grudzie, ale dotrze. Tak jest zawsze. Emocje też muszą
odpoczywać. A przy melancholii odpoczywa im się najlepiej.
Liść opadł, idę po kota, bo
zimno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz