sobota, 26 grudnia 2015

Istnie kocie życie



                Trudno pisać, kiedy stany emocjonalne zmieniają się non stop. Wstaję rano, jestem szczęśliwa i wyspana. Po południu już mam wszystkiego dość a wieczorem mam ochotę się zwinąć i być głaskaną. I żeby chociaż była w tym jakaś cykliczność, ale następnego dnia rano jestem wściekła i wszystko bym obdrapała.
                Teraz płaczę.
                Czasami chciałabym nic nie czuć. Tak znieczulić się na to wszystko, żeby tylko wstawać, chodzić do pracy, czytać książki i nie marzyć. Nie myśleć o tym jak jest, jak było, jak mogłoby być. Po prostu się nie przejmować. Pójść gdzieś swoją ścieżką.
                Stoję w takim miejscu, gdzie czekolada już średnio smakuje, ale nie wiadomo, co wziąć zamiast niej. A może po prostu mi za dobrze? Jestem odkarmionym kotem domowym, który poluje na muchy tylko dlatego, że chce. Nie musi pracować, po prostu mu się nudzi. Miska sama się napełnia, kuweta - opróżnia. Na co mi narzekać?
                Ganiam własny ogon. Łapię go, gryzę i wściekam się sama na siebie. A potem atakuję wszystkich dookoła, którzy próbują mnie uspokoić. Głupie człowieki, nic nie rozumiecie. Zostawcie mnie! Stroszę się i prycham. Dobrze, że nie widzę swojego odbicia w lustrze, wszak żadna samica nie wygląda zbyt przystojnie w takim stanie.
                W końcu zostaję sama. Zwijam się w kłębek i wylizuję rany. Mam to, czego chciałam. Zasypiam, a kiedy się budzę miałczę. Bo jestem sama. Miałczę żałośnie i głośno. Na razie do mnie przychodzą. Ale kiedyś nikt nie przyjdzie.
                I w końcu się nauczę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum bloga