niedziela, 9 czerwca 2019

W nadziei na zmian huragan.

Przez wir porwan, w szale czyniący
przestrzeń swą, życiową.
Krew gotujące, usta w ruch wprawiające
"Nessun Dorma".
Nadziei wszelkiej poruszenie,
Gdy czyni się porządek wszelki
Niedzielnego
                      okiełznania nieporządku czar.



     Pogodnie, krótko. Tam buda Twa, gdzie szczęście Twoje. Żuję kapcia ważnej mi istoty, coby zapachu jej nie zapomnieć. Odeszła lat temu wiele. Mówiła, że wróci. Dom obrósł bluszczem, kurz przykrył pozostawiony gdzieniegdzie sprzęt. Spokój zaburza tylko psi łeb, podnoszący się od czasu do czasu siłą nadziei czworonoga.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Sztuka wyższa

Zbierz aktorów, śpiewaków i grajków. Ustaw ich na scenie, najlepiej tej z dobrą renomą. Umieść minimalną ilość malowniczych elementów i ciekawego sposobu przedstawienia scenerii. Odrzuć ustaloną konwencję i spraw by wszystkie postaci byłby cały czas na scenie oraz biegały po niej bez przerwy w koło. Dodaj kilka nieczytelnych scen, bo nie może być za prosto. Na koniec zatop wszystko w klimacie ohydy i powszechnego nic niewnoszącego gwałtu. Spraw by był najbardziej wyrazistym i dominującym elementem. Aby wszystko inne w nim ginęło. I zakrzyknij: Sztuka, psze państwa, sztuka!

***
Wyszłam na pięć minut przed początkiem przerwy. Rozumiem, że sztuka ma również inne funkcje niż zachwycanie pięknem. Skoro wybiera szokowanie i ohydę, miło by było, gdyby niosło to za sobą jakiś cel czy było wykorzystane w ilości wystarczająco potrzebnej a nie dominującej. Jeśli dotyczy tematów psychicznie ciężkich, to może lepiej ich unikać, niż dawać im ciche przyzwolenia i przyszywać łatkę normalności.
Ale to tylko ukazanie brutalności tamtego świata!
Jednak powstałe w kontekście współczesnym i interpretowane tu i teraz. Może na koniec pojawiło się jakieś wyjaśnienie, może nie. Nie wiem. Musiałam wyjść z sali, bo ktoś przypierdolił mojej empatii między oczy i trzeba było się ratować.

sobota, 23 grudnia 2017

Niezrozumienia ciąg obecny.

     Posiadanie pasji to bardzo pożądana rzecz. Z punktu widzenia innych ludzi, jednostka obdarzona własną pasją staje się ciekawsza, intrygująca, kompletna. No bo przecież Coś robi ze swoim życiem! Czy to praca, czy też czynności na umileniu własnego czasu skupione. Ale to nadal Coś. Uciecha, wyimaginowane i metaforyczne dziecko, ucieczka. Nadające namiastkę sensu, poruszające struny, do których grono nieliczne dostęp uzyskało. Bez pasji życie staje się rutyną, niekoniecznie złą czy nudną. Tylko czy inni są w stanie to zrozumieć? Bo w sumie po co, przecież skupiamy się na powierzchowności.
     Z drugiej strony co nas powinno obchodzić innych zdanie? Czy zadali sobie choć odrobinę trudu i poznali nas w minimalnym stopniu? Czy są dla nas osobistościami znaczącymi? Jeśli tak, to świetnie. Rzadki widok w czasach szybkich samochodów
i powolnych umysłów. Ale reszta? Dlaczego miałbym swój psi nos wodzić po myśli przypadkowych zapachów? Przecież tu obok jawią się inne, znajome, ciepłe i przyjemne. Albo chociaż dobrze życzące.
     A jeśli ktoś nie rozumie, dlaczego właśnie TO sprawia Ci radość, to cóż... Widocznie
za mało Cię zna, albo nie chce znać wystarczająco. Bo wytłumacz komuś przyjemność czerpaną z analizy relacji międzyludzkich. Albo z przesiadywania na dachu nocą.
"To nie jest obserwacja nieba, nie masz teleskopu!". Nie Twojej babci zasmarkany interes! Przecież wszystko pasją stać się może... Form i kształtów mnogość. I o ile nie czyni to nikomu krzywdy, to w czym rzecz? Dziwak i tyle. Ale nadal robi Coś.

     Jeśli zmarnowałeś czas na coś, co sprawiło Ci radość, to nie jest to czas stracony.
Czy jakoś tak...
     Wyszedłem z wprawy, struny głosowe ponownie do szczeku dostosować się muszą. Przypomniałem sobie, jak to jest podrapać się za uchem tylną nogą, już nie swędzi.

wtorek, 14 listopada 2017

O psie, co z nocnej wracał wycieczki...

     Wróciwszy na stare legowisko, ostrożnie obwąchałem koc, nieufnie rozejrzałem się po okolicy. Zagrożenie zdaje się minęło, odskoczyło tudzież po prostu przemknęło chyłkiem
i zniknęło gdziesik w przestrzeni.
     Jakby nie patrzeć czułem się tu dobrze. Wielość zdarzeń, w których zmuszon byłem uczestniczyć kazała mi przyjrzeć się poczynaniom myśli mej zamierzchłej. Nos mówi,
że w legowisku miały miejsce rzeczy wszelakie. Przyjemnością okraszone, smutkiem do drzwi przybite, emocją niczem krwią zakropione. A nos nie kłamie. Obszarpane ucho usiłuje dźwięk jakowy wyłowić. Zda się, iż w powietrzu owem słyszy echa warknięć minionych, własnem gardłem spłodzonych. Czy cokolwiek się zmieniło? O tem przekonać się będę musiał sam. A czy legowisko znów stanie się żywem? Tego również wiedzieć mi nie sposób. Ale pociesza mą psią naturę fakt, że pomimo dawnej już śmierci właściciela, gdzieś tu nadal unosi się nuta zapachu, do złudzenia przypominająca jego radość.

     Udeptałem zakurzony barłóg, obróciłem się dla pewności razy kilka. Uwaliłem się pyskiem do drzwi i ciężko westchnąłem. Niedługo znów przyjdzie mi dobyć głos.
Nie na zawołanie, w obronie racji niepewnych i myśli psiech.

środa, 20 kwietnia 2016

Co się dzieje z ciałem?



                Ciało leży w szpitalu. Coś się w ciele zepsuło i teraz grono naprawcze próbuje to naprawić. Ciału potrzeba składników odżywczych, więc podłącza się je do kroplówki. Trochę traci na kolorkach, ale dostaje wszystko, co jest mu do życia potrzebne.
                Uszkodzona część nie chce się naprawić, więc ciało musi dłużej zostać w szpitalu. Potrzebne są dodatkowe badania i konsultacje. Ciało zostaje chyłkiem poinformowane, że musi się szybko oporządzić i pędzić na spotkanie ze specjalistą od dolnych jego części. Robi, co mu każą. Specjalista jest formy męskiej w liczbie mnogiej. Ciało się krępuje, zawsze chodziło do formy żeńskiej, ale takowej nie ma na stanie i nikt jej specjalnie dla ciała nie sprowadzi. Ciało nie ma miejsca by schować swoje delikatne podbrzusze. W ciele narasta stres. Gdyby chociaż miało spódniczkę, ale nie ma. Stoi, kupi się, nie może usadowić na miejscu do badania, narasta dyskomfort i strach. Ciało trzęsie się i roni łzy, a jedna forma męska na zmianę z drugą wykonują badanie. Jedna forma próbuje ciało powstrzymać od drgawek, lecz dreszcze nie ustają.
                Badanie skończone, ciało dalej łzawi. Za parę godzin ciało się uspokoi. Umysł i dusza zostały przecież w szafce przy łóżku.

piątek, 4 marca 2016

Kocie smuteczki i żale



                Jestem rasowym kotem. Chcę grzać się przy piecu, spać i być głaskaną. Mruczałabym przez cały dzień z małą przerwą na nieuzasadnione kocie foszki.
                Hmmm... Nie mam pieca. Krążę po mieszkaniu w poszukiwaniu ciepłych swetrów i skarpet. Nie najlepszy substytut, ale zawsze coś. Już potrafię znaleźć sobie miejsce czy to na łóżku czy krześle. Częściej na łóżku, jest większe, można się rozłożyć. I zasnąć na tych kilka godzin.
                A potem wstać i znów wpaść w potok codziennych zadań. Biegać za tą czerwoną kropką i ciągle obiecywać sobie, że jak tylko ją złapię, dam sobie chwilę oddechu. Chociaż nie jest to tak głupie, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Przecież to dzięki tej pogoni dają mi jeść i pić, i czasem jakaś ciekawa zabawka się trafi. Przecież ja tak naprawdę wiem, że nigdy jej nie dogonię.
                Mam taki kawałek włóczki, który bardzo lubię. Jest miękki i miły, z reguły ładnie pachnie. Ale lubi się plątać i zawijać. Jest mi wtedy smutno i trochę zajmuje mi doprowadzenie go do porządku (w końcu mogę go tylko toczyć po podłodze). Czasami siadam i sama myśl o tym, że może się splątać, martwi mnie. To nie jest mądre, ale jestem tylko kotem, mam prawo do chwilowych niemądrości.
                Dzisiaj wyszłam i świeciło słońce, niebo było niebieskie, powietrze pachniało zapowiedzią wiosny. Przez chwilę odetchnęłam i poczułam się beztrosko jak mały kociak. A potem czerń i zimno zaczęły znowu przyklejać się do mnie jak lepkie ręce człowieka o niemiłym zapachu.

środa, 24 lutego 2016

A na moim pogrzebie...

  Znów długo mnie nie było. Zbyt dużo sprawunków walących się na moją niewielką, niedostosowaną łepetynę. Kiedy mnie nie było, patrzyłem na śmierć przyjaciółki. Niezbyt długą, możliwą do przewidzenia, ale jednak śmierć. Starość nie jest stanem pięknym, odbiera co chce i jak chce. I nie ma w tym fakcie nic nadzwyczajnego, wszak po szesnastu latach naszej psiej znajomości odejście jest naturalną koleją wszechrzeczy,
  Ale ja byłem zły. Zły na nią, że umiera, że cierpi, że ma świadomość tego, co się z nią dzieje. I zły na siebie, bo przecież już niejedną śmierć widzieć i przeżywać było mi dane, w tym taką, której do dzisiaj współczują mi znajomi, którą społeczna głupota nakazuje pomijać milczeniem i aurą niezręczności.
  Ta śmierć była inna, nie każdy chce ją rozumieć.
  Traktowaliśmy ją jak rodzinę, chcieliśmy aby wśród niej zaznała spokoju. Znajome ściany, zapach, ulubione legowisko. Ludzie, którym oddała całe swe życie będący w pobliżu. Chyba była wdzięczna. Teraz mieszkanie jest puste, nie ma w nim życia.
A to przecież tylko pies...

Niechaj na moim pogrzebie ktoś powie coś zabawnego, niech przypomni sobie jakąś sytuację, która kojarzy się z poczuciem dobrze spędzonego czasu i radości.
W ostateczności niech się przebierze za śmierć i po prostu stoi...

Długość łańcucha trochę wzrosła, ale obroża jakoś gorzej leży.

Archiwum bloga